piątek, 20 listopada 2015

Rozdział 4

Następnego dnia nie miałam zamiaru iść do szkoły. Wolałam przeleżeć cały dzień w objęciach Sehunniego. Niestety. Opiekuńczy Junmyeon musiał nas osobiście zaprowadzić do szkoły oczywiście uprzednio podrzucając mnie do domu. Gadałam z Kyungsoo na lekcjach. Na tych, na których oczywiście byłam. Całą resztę gdzie mnie nie było siedziałam z chłopcami na dachu budynku i robiliśmy różne rzeczy. Zastanawiałam się nad zachowaniem Chena. Był cichy, z nikim nie chciał rozmawiać a gdy ktoś chciał zapytać o co mu chodzi, prawie ze łzami w oczach odwracał się i kulił. Więc teraz kazałam tej zdziczałej jedenastce czekać a ja mam z nim porozmawiać.
- Chen - powiedziałam cicho i dotknęłam dłonią jego ramienia. - co się dzieje?
- Nic... - westchnął.
- Jongdae powiedz mi. Widzę, że coś jest nie tak - usiadłam przed nim i złapałam go za rękę splatając nasze palce.
- Zakochałaś się kiedyś w kimś w kim nie powinnaś?
- Za każdym razem tak jest. Zakochałeś się w takiej osobie? - on tylko lekko pokiwał głową.
- Ehh Chennie. Miłość taka już jest. Dlaczego nie zapytasz się jej lub jego?
- Dziewczyna mojego kumpla - przytuliłam go. Wplotłam palce w jego włosy.
- Porozmawiaj z nią. Może ona też to czuje?
- Boje się odrzucenia
- Jak każdy - chwile później poczułam coś mokrego na mojej szyi. Chen. On płakał. Oparłam swoje czoło o jego i kciukami ocierałam cieknące łzy.
- Nie warto płakać. Dziewczyna wiele straci odrzucając Ciebie - uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Soo
- Tak?
- To ty. Ty jesteś tą dziewczyną
- J...jak to? - świetnie. Ja się jąkam.
- Wiem, że nie powinienem tego mówić ale zależy mi na tobie tak strasznie a Sehun jest dla mnie jak brat i ja po prostu chciałem Ci powiedzieć że nie jesteś mi obojętna
- Przepraszam że przeze mnie cierpisz
- Nie martw się. Będzie dobrze
- Uśmiechniesz się? - zapytałam z nadzieją.
- Dla Ciebie wszystko - chłopak posłał mi piękny uśmiech.
- Dobra a teraz wołamy resztę. Pozostali wystąp do szeregu! - krzyknęłam na ile mogłam a ci wylecieli jak strzały - okej kto ma coś?


~~ Później ~~


Zaćpana leżałam sobie... dobra na kimś leżałam. Nawet nie wiedziałam na kim ale naszedł mnie pomysł żeby powymieniać z tym kimś się śliną. Dlatego pociągnęłam osobnika na dół za bluzkę i złączyłam nasze wargi razem. Podobało mi się to. Chłopak przygryzł moją dolną wargę prosząc o dostęp do mojej jamy ustnej. To nie był Sehun. Otworzyłam gwałtownie oczy i odsunęłam się od...od CHENA?! Przeczołgałam się do wpół przytomnego Hunniego i otuliłam mocno jego ramionami. Kolejny atak paniki. Trzęsłam się nerwowo a po policzkach płynęły łzy.
- Hej, hej, hej co jest? - nagle jakby otrzeźwiał. Nie odpowiedziałam tylko zaszłam jeszcze większą falą łez. - Suho! Suho pomóż jej! - krzyczał zwracając na siebie uwagę innych. Kurczowo trzymałam się bluzki chłopaka. Gdy grupa nas otoczyła moje ciało zadrżało jeszcze bardziej - odsuńcie się - Sehun głaskał mnie po włosach i mocno tuląc do siebie - cicho kochanie, jestem tu, nic Ci się nie stanie - położyłam głowę na jego ramieniu i powoli zaczęłam się uspokajać. Wzięłam kilka głębszych wdechów a po chwili odleciałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz